Opowiadania erotyczne na poziomie

Marta i Zosia

Opowiadanie erotyczne pt. "Marta i Zosia"

Zosia upadła na miękką kanapę, zupełnie wykończona. Marta patrzyła na nią z rozbawieniem.

„Dlaczego do cholery droga tutaj tak mnie męczy? To przecież niecałe dwie godziny jazdy.” Próbowała śmiać się ze swojego zmęczenia, ale przeważała w niej uczucie wyczerpania.

Próbując się odprężyć, przeczesała rękoma swoje gęste, czarne włosy. Wstrząsnęła nimi, jakby chcąc wyrzucić z siebie nagromadzone napięcie.

„Kilka lat temu,” narzekała, „mogłam jeździć dziesięć godzin i wciąż czuć się pełna energii. Coś ze mną nie tak? Czy po prostu się starzeję?”

Temperatura w centrum miasta była chłodna, miły kontrast po jej małym samochodzie, który słońce zamieniło w prowizoryczny cieplarniany domek podczas podróży. Mieszkanie Marty stało się dla Zosi azylem podczas licznych wizyt w mieście. Marta miała nowoczesne, luksusowe mieszkanie o minimalistycznym designie. Turecki dywan ozdobiony był skomplikowanym wzorem, stanowiąc kontrast dla prostoty wnętrza. Okna od podłogi do sufitu oferowały widok na światła miasta.

W chłodnym mieszkaniu Zosia zdjęła swoje sandały na obcasie i wsunęła stopy między poduszki kanapy. Następnie wtuliła się w dekoracyjne poduszki.

Marta wróciła do pokoju i podała Zosi szklankę schłodzonego wina. Następnie usiadła na kanapie.

„Masz tak wiele na głowie, Zosia, z tymi czasochłonnymi wykładami, które prowadzisz, twoją pracą, szefem, który ciągle wszystko kontroluje. Wszystko to sprawia, że nawet krótka wizyta tutaj jest męcząca.”

Marta siedziała na kanapie obok Zosi i popijała swoje wino. „Więc proszę, odpocznij i zrelaksuj się w dzisiejszy wieczór. Nie rób nic, poza wypiciem całej butelki. Mam też kilka innych w zapasie. Różne rodzaje, wszystkie do wyboru.”

Zosia poklepała Martę po kolanie. „Dziękuję. To naprawdę było mi potrzebne.”

Wzięła głęboki łyk suchego białego wina. „Nigdy nie śniło mi się, że tyle pracy spadnie na moją głowę. I to się nie kończy. Ledwo daję radę. A frustracja! Mój Boże, frustracja związana z zarządzaniem ludźmi, którzy naprawdę nie dbają o swoją pracę ani o firmę.”

Marta potrząsnęła głową w stronę kobiety siedzącej obok. „Rzeczywiście potrzebujesz przerwy. Ja też to przechodziłam. Ale gdy już się ustabilizujesz, wprowadzisz swoje procedury, dogadasz się z tym twoim szefem, sytuacja się uspokoi.”

„Nie jestem pewna.”

„Jest nadzieja.”

Zosia westchnęła. „Jeśli tak mówisz.”

„Przebierz się w coś wygodnego,” zasugerowała Marta. „Zdejmij ten oficjalny strój. Dziś wieczór jest nasz, będziemy leniuchować, oglądać seriale. Może zrobimy coś innego, jeśli wpadnie nam coś do głowy.”

„Wino rzeczywiście pomaga mi się zrelaksować. Ale ostatnio chwytam się wszystkiego.”

„Cóż, mówiłam ci o winie, które mam, ale jeśli potrzebujesz czegoś mocniejszego… tylko powiedz.”

Zosia przebrała się z ciemnej sukienki i marynarki w lekki T-shirt i wygodne szorty do spania.

Marta i Zosia znów usiadły przed dużym telewizorem, gdzie leżały pod miękkimi kocami, ściskając poduszki podczas napiętych scen strzelanin i przytulając je podczas scen romantycznych i delikatnych uniesień.

Kilka kieliszków później wino rozluźniło obie panie. W rzeczywistości Zosia pozbyła się stresu i zasnęła przed końcem filmu. Leżąc niewygodnie na kanapie, Marta postanowiła odesłać ją do pokoju gościnnego.

„Zosia, Zosia,” powiedziała, jak matka do swojego małego dziecka, „czas wstać i iść spać.”

Powieki Zosi były ciężkie. „Nie śpię. Oglądałam… ten film,” mamrotała.

„Chodź, wstań.” Potrząsnęła jej ramieniem.

„Film się skończył? Tak szybko?” Zosia próbowała brzmieć przekonująco, jakby nie była w ogóle śpiąca, ale jej mamrotanie i zmęczona twarz zdradzały co innego.

„Chodź ze mną,” powiedziała Marta, powstrzymując śmiech.

„Dam radę dojść do łóżka. Wszystko w porządku.”

Marta poprowadziła przyjaciółkę z salonu do sypialni gościnnej, wciąż powstrzymując chichot na widok Zosi w takim stanie zmęczenia.

Marta odsunęła koc i prześcieradło.

„Piękne prześcieradła,” mamrotała Zosia, „…tak gładkie. Czy ścielisz łóżko codziennie?”

„Połóż się.”

„Nie mogę spać w tej koszulce. Za gorąco. Będzie mi przeszkadzać.” Mówiąc to, Zosia zsunęła ją przez głowę. Marta pomogła, gdy koszulka zahaczyła się o jej łokieć.

Marta zauważyła serię małych, prostych tatuaży na boku tułowia Zosi. Każdy tatuaż przedstawiał fazę księżyca – od narastania do zanikania, z pełnią księżyca w centrum.

Zosia zauważyła, że uwaga Marty przesunęła się z układania jej do snu na jej tatuaż.

„Podoba ci się mój tatuaż?” Zosia zmęczonym głosem zachichotała.

„Nie wiedziałam, że masz jakiekolwiek tatuaże. Ten księżyc, to takie… pasuje ci.”

„Zrobiłam go w Warszawie. Jest ze mną od tamtej pory.”

Marta potrząsnęła głową na senny dowcip. Przesunęła palcem po pełni księżyca na delikatnej skórze obok lewej piersi Zosi.

Zosia dotknęła ręki Marty. „Chcesz zobaczyć mój inny tatuaż?”

„Masz jeszcze jeden?”

Zosia przyciągnęła rękę Marty do swojego biodra. Rozciągnęła szorty piżamy i wsunęła rękę Marty do środka, tuż poniżej pępka. Skóra była ciepła i miękka.

Nagle Marta się zatrzymała, podobnie jak Zosia. To był ten moment, kiedy było czuć bardzo dobrze atmosferę nocy.

Obie kobiety pracowały razem przez kilka lat i pozostały w kontakcie później. Gdy pierwszy raz się spotkały, między nimi od razu pojawiła się iskierka. Najpierw przyjaźń, ale pewien rodzaj chemii do siebie pozostał, choć bardzo głęboko zakopany, gdyż inne sprawy miały pierwszeństwo. Przesunęły to na bok, gdy praca i życie przyćmiły tę iskierkę, jak i wszystko inne.

W tym momencie jednak Marta posunęła się trochę dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Delikatnie szepnęła Zosi do ucha: „Nie widzę twojego tatuażu, gdy masz te szorty.”

Zosia odwróciła się w stronę swojej przyjaciółki. „Zdejmij je. Nie powstrzymam cię. Nigdy bym ci nie odmówiła”, odpowiedziała delikatnie Zosia.

Marta wsunęła drugą rękę do piżamy tuż poniżej pasa i zdjęła jej szorty. Przyłożyła policzek do pleców Zosi, przesuwając się w dół, aż poczuła okrągłość pośladków Zosi.

Nagle chłodne powietrze sprawiło, że Zosia zadrżała i dostała gęsiej skórki.

Marta wstała. Jej usta były wilgotne.

„Gdzie jest ten inny tatuaż?” zapytała.

Zosia odwróciła się w jej stronę, opierając się o łóżko. „Dotknij mnie, a powiem ci, czy jesteś blisko.”

Marta przesunęła palcem po głębokim dekolcie Zosi.

„Zimno.”

Marta przesunęła palcem po jej brzuchu.

„Nadal zimno.”

Jej paznokieć dotarł do linii w pasie Zosi, gdzie zaczynały się jej majtki.

„Cieplej.”

Marta przesunęła palcem w prawo.

„Znowu zimno.”

Przesunęła w lewo.

„Cieplej, tak.”

Marta dotknęła biodra Zosi.

„Czuję…”

„Czy jestem gorąca tutaj?”

„Tak, o tak, jesteś.”

Podczas gdy Marta myślała o tatuażu na ciele Zosi, Zosia niespodziewanie pochyliła się do przodu i dotknęła się z Martą jak nigdy dotąd, przykładając swoje usta do jej ust. Ich pocałunek trwał, podobnie jak ich objęcia. Zakopane pragnienie między nimi wydostało się na powierzchnię, wychodząc na światło dzienne.

Przerywając pocałunek, Zosia zdjęła koszulę Marty. Jej piersi były jasne, otulone czarnym stanikiem, który kontrastował z jej jasną skórą. Zosia zdjęła ramiączko z jednego ramienia. Marta zdjęła drugie ramiączko i rozpięła stanik. Zosia przytuliła się do jej piersi. Jej usta pocałowały jedną z piersi Marty, a ręka głaskała drugą. Zosia całowała całe piersi Marty. Zajmowała się całą wrażliwą skórą.

„Zosia, tak, to jest… dokładnie to, czego chciałam.” Wsunęła pasmo ciemnych włosów Zosi za małe ucho.

Marta rozkoszowała się tą uwagą. Degustowała to, co w rzeczywistości ją przyciągało. Zawsze była pod wrażeniem pełnych ust Zosi, których potrafiła tak dobrze używać . Gdy flirtowała z mężczyznami w barach i na konferencjach biznesowych, potrafiła przyciągnąć i utrzymać ich uwagę tymi ustami. Jednocześnie, gdy bawiła się tymi śliniącymi się mężczyznami, w rzeczywistości pielęgnowała głęboko zakorzenione pragnienie w Marcie. Obserwując to, Marta stawała się podniecona.

W sypialni Marta ułożyła Zofię na plecach na łóżku. Duże piersi Zosi poruszyły się, gdy przewróciła się do tyłu. Marta zaczęła wchodzić na łóżko, ale Zosia ją zatrzymała.

„Nie znalazłaś mojego innego tatuażu. Najpierw go znajdź.”

Ale nie dając Marcie szansy na przemyślenie swojego poszukiwania, Zosia położyła rękę Marty na swojej gładkiej skórze tuż nad najbardziej wrażliwym miejscem. „Dokładnie tutaj.”

Tatuaż przedstawiał piękną kobietę w półksiężycu trzymającą Skorpiona w ręku.

Marta pocałowała tatuaż.

„Tak,” głos Zosi brzmiał jak miód, „to takie miłe.” Jej ton zmienił się z zmęczonego na ton, który był jakby złapany w wirze fizycznych i eterycznych wrażeń. „Chciałam tego. Wiesz?”

Marta weszła na łóżko, cicho, jakby podchodziła do swojej ofiary.

Marta miała na sobie swój charakterystyczny zapach dzikich kwiatów i słodyczy. Zosia czuła się spokojna dzięki temu kobiecemu zapachowi. Aromat dodatkowo rozgrzał Zosię. Marta pochyliła się, drażniąc swoją przyjaciółkę. Zosia uniosła głowę, aby spotkać się z jej ustami. Pocałunek jej nowej kochanki nie był wystarczający. Zosia naciskała swoje ciało ku Marcie, zachęcając ją, by była bliżej. Marta potrzebowała tylko małej zachęty.

Ich języki splatały się, bawiły i eksplorowały. Ich ciała przyciskały się do siebie, pocierając się i wiercąc się w płomiennej żądzy. Ich ręce błądziły po ich ciałach.

Zosia przewróciła Martę na plecy i zaczęła ją całować, schodząc coraz niżej. Wkrótce język Zosi lizał łono Marty i drażnił jej łechtaczkę. Ciało Marty drgnęło, gdy szeroki, różowy język okrążał to miejsce. Po chwili było zwilżone śliną Zosi. Marta mamrotała imię Zosi i zachęcała ją.

Zosia znalazła sekretne miejsce Marty. Ta pisnęła. Chwyciła gęste włosy Zosi, aby przytrzymać jej głowę na miejscu. Nie zamierzała pozwolić, aby te usta przeniosły się gdzie indziej. Zosia poczuła, jak palce trzymające jej włosy zaciskały się i szarpały. Pracowała swoimi ustami szybciej i wsunęła dwa palce między wargi śliskiej cipki. Za pomocą języka i palców sprawiła, że mamrotanie Marty przekształciło się w stłumione jęki. Jej ciało poruszało się z każdym pchnięciem i kontaktem z językiem przyjaciółki.

„Nie przestawaj, kontynuuj, dokładnie tam, robisz to świetnie!”

Marta nagle zamilkła. Cudowne uczucie uderzyło ją z pełną mocą.

Zosia podniosła się, aby podziwiać kobietę, którą właśnie wprowadziła w krainę rozkoszy. Twarz Marty skrzywiła się i zmarszczyła, gdy orgazm przetoczył się przez jej ciało.

Unikała mówienia, aby Marta mogła dalej rozkoszować się przyjemnością. Położyła się obok niej. Cała wilgoć na jej ustach i brodzie zaczęła wysychać. Miała własne poczucie przyjemności. Dostarczanie przyjemności komuś innemu to radość sama w sobie. Mimo to Zosia pozwoliła, by jej palce delikatnie się bawiły jej cipką. Nie minęło wiele czasu, zanim poczuła pierwsze oznaki własnego orgazmu.

Następnego dnia rano słońce świeciło jasno przez delikatne zasłony. Zosia obudziła się od słodkiego pocałunku Marty.

„Dziękuję za zeszłą noc,” powiedziała. „Wow, co to była za chwila.”

„Ja też się tego nie spodziewałam, kiedy tu przyjechałam.”

„Masz trochę czasu przed pierwszym spotkaniem dzisiaj?” zapytała Marta.

„Około dwóch godzin.”

„To wystarczająco dużo czasu.” Schyliła się i po chwili znalazła się między nogami Zosi.

2.7 3 głosy
Ocena
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Napisz nam co sądzisz o tym opowiadaniu!x